Narodziny nowego życia – w cieniu wierzeń i przesądów

50%
19 gru 2025

obraz dekoracyjny

Pomimo, że współczesna medycyna opiera się na dowodach naukowych, a świadomość zdrowotna społeczeństwa jest na coraz wyższym poziomie, to ciąża i poród nadal pozostają przesycone emocjami, symboliką i wierzeniami pozanaukowymi.

Od pradziejów poród był zjawiskiem prywatnym, rozgrywającym się w przestrzeni domowej, pozostającym domeną kobiet, obwarowanym licznymi wierzeniami i praktykami o charakterze magiczno-religijnym. Porody dawniej były długie, bolesne i obarczone wysokim ryzykiem. Najczęściej kobiety rodziły w pozycji siedzącej, kucznej lub klęczącej, co było zgodne z naturalną fizjologią porodu. Osiągnięcia medycyny w XIX i XX wieku diametralnie zmieniły nie tylko scenerię, doprowadzając do instytucjonalizacji porodu, ale przede wszystkim przyczyniły się do istotnego spadku śmiertelności rodzących i noworodków.

obraz dekoracyjny

A co do wierzeń …..

Pomimo, że współczesna medycyna opiera się na dowodach naukowych, a świadomość zdrowotna społeczeństwa jest na coraz wyższym poziomie, to ciąża i poród nadal pozostają przesycone emocjami, symboliką i wierzeniami pozanaukowymi. Zaznaczyć należy, że w naszej kulturze, współczesne wierzenia, nie mają już charakteru magicznego w tradycyjnym znaczeniu, ale funkcjonują jako narracje społeczne, przekonania kulturowe, bądź praktyki alternatywne. Ich źródłem pozostają nie tylko tradycje rodzinne, ale również media społecznościowe i ruchy naturalnego rodzicielstwa, a przede wszystkim potrzeba kontroli nad związaną z ciążą i porodem niepewnością, bólem i odpowiedzialnością.

Spoglądając wstecz …

Od najdawniejszych czasów porody odbywały się prawie zawsze w domach rodzących kobiet. Szpitale przez długie wieki nie były miejscem narodzin dzieci. Miały charakter przytułkowy, kojarzono je raczej z biedą, ubóstwem i chorobami, a przede wszystkim tragicznymi warunkami higienicznymi i wysoką śmiertelnością. Szpital-lecznica, w rozumieniu współczesnym – jest stosunkowo młodym osiągnięciem - XIX i XX wieku, uwarunkowanym przede wszystkim postępem naukowo-technicznym i przełomowymi dla medycyny odkryciami - drobnoustrojów chorobotwórczych, zasad aseptyki i antyseptyki oraz znieczulenia.

Wraz z przekształceniem się szpitala-przytułku w wyspecjalizowaną instytucję medyczną, rozpoczął się proces medykalizacji wielu obszarów życia, w tym: ciąży i porodu oraz starzenia się i śmierci. Wierzenia i zwyczaje odnoszące się do narodzin, jednej z najdonioślejszych a zarazem zagadkowych chwil ludzkiego życia, sięgają korzeniami najstarszych epok ludzkości.

W wyobrażeniach ludów pierwotnych dzieci były „błogosławieństwem Bożym”, a liczne potomstwo „łaską niebios”. Niepłodność uważana była powszechnie za nieszczęście. W bezdzietnych rodzinach za brak potomka zwykle obwiniano małżonki. W niektórych kulturach mąż miał nawet prawo porzucić żonę, jeżeli do siedmiu lat nie było dzieci. Aby się uchronić od tego nieszczęścia i dostąpić błogosławieństwa posiadania potomstwa, posługiwano się różnymi środkami, o bardzo często wątpliwej skuteczności. Henryk Biegeleisen (1855-1934), polski etnograf i historyk literatury polskiej pisał, że sposoby bywały różne - zewnętrzne i wewnętrzne, czarodziejskie i higieniczne, a arsenał stosowanych środków był przebogaty. Do najpopularniejszych środków należała krew menstruacyjna lub krew położnicy albo krew pępowinowa, którą kobieta pragnąca mieć dziecko mieszała z wodą i wypijała. Potomstwo miało pojawić się po włożeniu na siebie zakrwawionej koszuli kobiety, która urodziła, klęczenie na miejscu porodu, albo siadanie na „placencie” (łożysku) kobiety, która urodziła po raz pierwszy.

Kobiecie nie mającej dzieci zalecano spożywanie jaj z dwoma żółtkami, noszenie koszuli kobiet mających dzieci, spożywanie ususzonych i startych genitaliów zająca, uchodzącego za jedno z najpłodniejszych zwierząt, picie lub spożywanie części płciowych wieprza, dzika, koguta i innych zwierząt. Magiczne właściwości miała również polewka ze starego koguta albo krew z grzebienia czarnego koguta, którą zalecano spożywać zarówno mężowi jak i żonie. Wierzono, że jeśli kobieta niepłodna zje kawałek chleba od ciężarnej – bezpośrednio z jej ust - przez plot, to po zjedzeniu zajdzie w ciążę. Jeszcze w XIX wieku na weselach litewskich „piekły się otrzebki kozłowe, bycze, albo niedźwiedzie, które dawano do jedzenia nowożeńcom, w mniemaniu sprawienia przez to znacznej płodności. Strzeżono się gotować na weselu mięsiw z bydląt wałaszanych”.

Często kobiety udawały się na pielgrzymki do miejsc świętych, piły też wodę z cudownych źródeł, oczekując spełnienia pragnień o macierzyństwie. O pomoc i wsparcie modlono się do licznych świętych patronów: Św. Ignacego Loyoli - patrona kobiet oczekujących potomstwa i rodzących, Św. Leonarda z Noblac, pustelnika, patrona dobrego porodu, Św. Bonawenturego, patrona rodzących, Św. Filomeny, patronki matek i dzieci, oraz szczęśliwych narodzin, Św. Anny - matki Matki Boskiej i babci Jezusa, Św. Gerarda Majelli, Św. Małgorzaty czy Św. Dominika. Warto wspomnieć, że kult św. Dominika przetrwał do dnia dzisiejszego.

Poza tym używano różnych ziół i minerałów. Wierzono, że kamień krwawnik (heliotrop) chroni przed poronieniem. Dla wzniecenia miłości pomiędzy małżonkami zalecano picie odwaru z wiecznie zielonego barwinka. Znana od czasów Hipokratesa Aristolochia (kokornak), uważana była za środek sprowadzający brzemienność, podobnie jak mandragora.

Istniały przesądy, że pewnymi magicznymi środkami da się płeć dziecka dowolnie wywołać. I tak pannie młodej podczas oczepin kładziono chłopca na kolanach, aby rodziła bardziej pożądanych synów. Wierzono, że jeżeli rankiem w Wigilię Bożego Narodzenia pierwszy do domu wejdzie mężczyzna, to urodzi się syn. Podobnie, jeżeli niemowlę wymówi najpierw słowo „tata” – to następne dziecko które się urodzi będzie płci męskiej. Niestety, kobiety rodzące dziewczęta nie miały wielkiego szacunku u męża.

Górale Beskidu Śląskiego wierzyli, że kości bociana noszone przy sobie dają szczęście w miłości, aby urodził się syn, musi mężczyzna w czasie aktu płciowego więcej „łechtać kobietę z prawej strony; jeżeli łechtać z lewej strony, będzie córka”. Niewiernemu mężowi kobieta dodawała do potrawy gotowaną „psią trawę”, aby u męża „przytłumić popęd seksualny podawano tobołki pospolite (tasznik), a ususzone, sproszkowane „janiczki” – robaczki świętojańskie, miały wzmacniać popęd płciowy. Krew z pierwszej miesiączki dodawano do wódki chłopakowi starającemu się o rękę dziewczyny, lub smarowano krwią jego czapkę wierząc, że po tym zabiegu już jej nie opuści,

Cytowany już H. Biegeleisen pisał, że kobiety w okresach miesiączkowania, ciąży i połogu bywały pierwotnie ze społeczności wyłączane i izolowane. W tajemnicy utrzymywano też ciążę: „mąż nie wspomina o tem, by nie utrudnić porodu", który będzie „tem lżejszy, im mniej osób będzie o nim wiedziało”. Poród więc odbywał się w tajemnicy - wierzono, że „zależnie od ilości ludzi obecnych przy porodzie lub wiedzących o nim, zwiększają się bóle rodzącej”. Obawiano się również „oczarowania” (zauroczenia), dlatego często nawet „pod fałszywym pozorem przyzywało się babkę położną”. Aby ochronić położnicę przed urokami, łóżko na którym leżała zasłaniano prześcieradłami lub zasłonami na których zawieszano krzyżyki i święcone zioła. Wiara w złe duchy powodowała, że przysłaniano również okna, zamykano drzwi, komin, zwłaszcza wieczorem – wierzono bowiem, że „tymi otworami wchodzą do domu złe duchy”.

Już ponoć Arystoteles zauważył porody wieśniaczek są zwyczajnie lekkie i szybkie, a porody kobiet z wyższych sfer bywają ciężkie i anormalne. Kobiety na wsi często rodziły podczas prac w polu lub innych robót - na jarmarku, w drodze, albo podczas zajęć gospodarskich w domu.

W celu ułatwienia porodu układano kobietę na ziemi, podobnie jak noworodka, czy konającego. Zwyczaj kładzenia dziecka na ziemi, pod ławę, czy na progu miał rzekomo powodować, aby „było cięte i nie dało sobie zrobić krzywdy”. Miał też symbolizować przyjęcie do społeczności. Często kładziono dziecko pod stół - żeby było posłuszne, bądź też aby dziecko długie lata z tego stołu chleb jadło.

By złagodzić ból rodzących kobiet, stosowano maści i napary ziołowe.

By złagodzić ból rodzących kobiet, stosowano maści i napary ziołowe.

Kto pomagał przy porodach?

Przez długie wieki funkcje akuszerek (położnych) na wsiach pełniły starsze, doświadczone kobiety, zwane babkami (babami, babinami, babiculami, mądrymi). Był to rodzaj dostojeństwa, albo godności, w żadnym wypadku nie zawód położnej. Nie posiadały one wykształcenia, a umiejętności zdobywały w sposób praktyczny – przez obserwację i udział w porodach. Ich wiedza opierała się głównie na doświadczeniu, tradycji i przekazywanych z pokolenia na pokolenie metodach. Nie posiadały wiedzy w zakresie anatomii i fizjologii, otaczały natomiast rodzącą najróżniejszymi gusłami i bezużytecznymi, a często wręcz szkodliwymi i makabrycznymi zabiegami, nierzadko będącymi przyczyną śmierci rodzącej i noworodka.

Marcin Kacprzak, pionier medycyny społecznej, podaje, że w 1935 r. tylko w 25-30% porodów udzielały pomocy rodzącej położne, a w pozostałych przypadkach asystowały babki i sąsiadki, stąd wysoka umieralność niemowląt (ok. 140 zgonów na 1000 żywych urodzeń), oraz rodzących.

Od babiącej wymagano, aby była „poważną” ponieważ wierzono, że jej cechy, albo jak wówczas określano „przymioty” , przechodziły również na dziecko. Jej zadaniem była nie tylko pomoc przy porodzie, ale również wprowadzanie noworodka do społeczności.

Mężczyźni – w tym lekarze – przez długie wieki nie uczestniczyli w porodach, ponieważ uważano je za sferę wyłącznie kobiecą. Z czasem pomoc przy porodach oferowali cyrulicy, jednak z uwagi na brak właściwego przygotowania ich pomoc również była niewiele warta. Lekarze-położnicy zaczęli pojawiać się dopiero w XVII i XVIII wieku początkowo głównie wśród arystokracji. Wraz z rozwojem nauk medycznych, w tym anatomii i fizjologii oraz aseptyki ich rola stopniowo wzrastała, i fakt ten przyczynił się do dominacji porodów szpitalnych w XX wieku.

Wracając do porodów ….

Warto wspomnieć o rozlicznych wierzeniach i praktykach mających gwarantować posiadanie potomstwa i pomyślny przebieg porodu. Ciężki poród uważano za efekt działania złych duchów. Istniał zwyczaj rozwiązywania na położnicy rzeczy związanych, splątanych, bądź otwierania zamkniętych skrzyń. Szczególnie w pierwszą noc po ślubie kobieta „nie powinna mieć na sobie żadnego węzełka, aby dzieci lekko rodziła i wodziła“ . Dlatego też, gdy skrzynię pani młodej z jej wyprawą wnoszono do domu pana młodego, „nie zamykano wieka, bo dzieci się nie będą rodziły”. Często przy przedłużającym się, trudnym porodzie otwierano kościół i proszono księdza o wystawienie na ołtarzu Przenajświętszego Sakramentu oraz o otwarcie puszki z komunikantami. W domu otwierano drzwi, zamki, kufry, szafy, dziewczęta rozplatały warkocze, mąż rozpinał koszulę, czasami zapalano świece ślubne, zdejmowano rodzącej pierścienie i kolczyki.

Magiczne właściwości przypisywano skórze ze łba żubra lub tura, która cięta na pasy używana była aż do końca XVI wieku jako środek przynoszący kobiecie ulgę w cierpieniach porodowych. Podpasywano się nimi również celem zapobiegania poronieniom i wadom płodu. Ciekawostką jest, że gdy tury na ziemiach polskich wyginęły, to w tych samych celach używano skóry łosia. W niektórych regionach, aby poród miał szczęśliwy przebieg, opasywano rodzącą paskiem św. Franciszka, albo pasem, używanym przez księdza podczas mszy. Zwyczaju tego jednak zakazano w XVII wieku. Ustawy wolnego synodu klechów podgórskich z 1607 r. stanowiły, że nie godzi się dawać stuły do opasywania brzemiennym.

A co do tych makabrycznych praktyk babek ….

Pisali o nich lekarze. Warto przytoczyć kilka takich opisów:

„Jakoż z doświadczenia własnego śmiele mówić mogę, że rzecz jest niepodobna do uwierzenia, jak wiele i jak nieznośnych mąk przez nieumiejętność bab cierpią matki przy najnaturalniejszych nawet zalężeniach, a to najosobliwiej po wsiach i miasteczkach pomniejszych acz pełno jest tego okrucieństwa i po znaczniejszych miastach tak dalece, że niewiasty męczennicami, baby zaś ich tyrankami wyzutemi z czułości i litości zwać się mogą, bo po długich męczarniach zadanych, życie na ostatek niewiastom wydzierają”. I tak: w przypadku trudnego porodu, spowodowanego niewłaściwym ułożeniem płodu, prowadzono rodzącą na skrzyżowane drogi i kazano jej chodzić do momentu aż dziecko właściwie się ułoży. W efekcie często dochodziło do zgonu i matki i dziecka. Zdarzało się, że babka wkładała nawet obie ręce w macicę i wyciągała dziecko za uszy. Wraz z wynalezieniem kleszczy instrumentami tymi posługiwały się również baby, doprowadzając często do tragicznych konsekwencji.

Medycyna ludowa oferowała wprawdzie bogaty arsenał środków, lecz ich wartość była dość problematyczna. W przypadku szczególnie ciężkich porodów zalecano: potłuc liście bobkowe, zmieszać z oliwą i przykładać na pępek rodzącej; obłożyć rodzącą plackiem maczanym w winie i posypanym kramnym kminem; uwarzyć bylicę w wodzie lub w winie, włożyć do worka i przykładać ciepłe na „kość rodzajną”; trzymać w ustach „welon Matki Boskiej” ; zawieszać szkaplerz; opasywać się paskiem św. Franciszka; kamień piorunowy wkładać pod prawe lub lewe kolano; obwiązywać gardło skórką od chleba. Nagminną praktyką było pociąganie za kończyny płodu, wyciąganie łożyska ciągnąc za pępowinę, okładanie brzucha rozpaloną melisą bądź kobylim łajnem, a do jedzenia często podawano rodzącej łajno wróbla. Zgodnie z wierzeniami, matkę pokrzepiano wódką z pieprzem lub i to w znacznych ilościach, karmiono też rosołem z koguta, a drogi rodne nakadzano lub polewano spirytusem. Podawano również napary z rumianku i melisy.

Po porodzie bardziej zajmowano się dochodzeniem faktu do kogo jest podobny noworodek niż jego stanem zdrowotnym czy zdrowiem matki. Bardzo szkodliwym przesądem było zabieranie matce snu z obawy, aby nie nastąpił odpływ krwi.

Męczącą rzeczą zarówno dla matki jak i nowonarodzonego dziecka było przyjmowanie licznych odwiedzin krewnych i kumów, a co najważniejsze uczestnictwo w pijatykach, które przy tej okazji wyprawiano. Gdy umęczone tym wszystkim kobiety odczuwały bóle, kładziono pod łóżkiem rożen, a do łóżka nóż i siekierę. Warto wspomnieć, że okres połogu u kobiet wiejskich był bardzo krótki. Za najbardziej wskazane uważano jak najszybsze chodzenie. Zdarzało się, że już następnego dnia kobiety podejmowały prace w gospodarstwie a nawet w polu. Takie postępowanie pociągało za sobą fatalne konsekwencje nie tylko w okresie bezpośrednio po porodzie, ale i w przyszłości, w postaci zaburzeń statyki narządów rodnych.

A co z noworodkiem …

Niemowlę kąpano w niecce, po kąpieli należało pociągnąć za nosek, by kichnęło. Przy pociąganiu za nosek należało 3 razy cmoknąć ustami. Wody z pierwszej kąpieli nie wylewano przez 3 dni, a w następnych dniach wylewano po zachodzie słońca. Garnek do grzania wody do kąpieli niemowlęcia powinien być nowy, nie używany w żadnych innych celach. By uchronić dziecko przed żółtaczką wkładano do kąpieli złoty pierścionek. Noworodka zaraz po urodzeniu przemywano tzw. ulepkiem rabarbarowym lub proszkiem z korzenia tej rośliny zmieszanym z siarą. Co ciekawe przez pierwsze trzy dni nie pozwalano dziecku ssać piersi matki uważano bowiem, że siara jest szkodliwa. Noworodka karmiono oliwą z cukrem. W trosce o sen niemowlęcia nie pozostawiano nigdy pustej kołyski. Dziewczynki przez pierwsze sześć tygodni kąpano w wywarze z liści leszczyny, liście tej rośliny podkładano również pod głowę i plecy wierząc, że wpłynie to na porost bujnych włosów. Celem ułatwienia ząbkowania podawano dziecku do gryzienia wilczy ząb, korzeń fiołkowy, albo skórkę chleba. Przy szczególnie trudnych ząbkowaniach sadzano chłopczyka na wałacha, a dziewczynkę na kobyłę i przewożono trzykrotnie w kółko. Smarowano też dziąsła krwią z lina lub grzebienia koguta. Dzieci karmiono piersią co najmniej przez dwa lata. Warto w tym miejscu wspomnieć, o przekonaniu, że w okresie karmienia piersią kobieta nie zajdzie w ciążę. Po tym okresie dzieci karmiono z przekonaniem, że powinny dużo jeść. Podawano im wszystkie pokarmy jakie wówczas spożywano, czyli kapustę, ziemniaki, groch, fasolę. Warto nadmienić, że powszechny był zwyczaj przeżuwania przez matki pokarmu, a następnie podawaniu go dzieciom, dzieci pojono również tymi wszystkimi płynami, które spożywali dorośli, w tym wódką.

W kolejnych okresach rozwojowych, by uchronić dzieci przed chorobami stosowano kolejne przesądy i środki. Niestety, były one nie tylko nieskuteczne, ale często wręcz niebezpieczne.

Kobiety, które przeżyły poród, mogły mówić o ogromnym szczęściu. Zwłaszcza, jeśli dziecku udało się doczekać dorosłości…

Kobiety, które przeżyły poród, mogły mówić o ogromnym szczęściu. Zwłaszcza, jeśli dziecku udało się doczekać dorosłości…

Podsumowując …

Nie ulega wątpliwości, że postęp medycyny w znaczącym stopniu przyczynił się do poprawy bezpieczeństwa matek i noworodków, spowodował jednak dehumanizację porodów. Stąd coraz częściej zwracamy uwagę na mądrość i siłę kobiecego ciała oraz rolę wsparcia i szacunku dla rodzącej.

Oprac. dr n. hum. Halina Kulik , prof. ŚUM, Katedra Pielęgniarstwa, Zakład Propedeutyki Pielęgniarstwa


Dane wysyłającego:
Patrycja Matusińska

Najnowsze wiadomości
© Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach, Portal SUM