Tegoroczni maturzyści właśnie czekają na wyniki egzaminów, a uczelnie - również nasz Uniwersytet - uruchamiają elektroniczne systemy rekrutacji. Dzisiejsi kandydaci na studia rejestrują się w sieci, system przelicza punkty z matur, a listy rankingowe pojawiają się w systemie elektronicznym.
Zupełnie inaczej wyglądała rekrutacja sześćdziesiąt lat temu. W odnalezionym w czeluściach jednej z bibliotek naukowych, unikalnym numerze „Śląskiego Medyka” z czerwca 1962 roku zachował się krótki komunikat pt. „Mili kandydaci – głowa do góry!!!”, który precyzyjnie opisywał obowiązującą ówczesną procedurę.

Fot. 1. Strona tytułowa „Śląskiego Medyka” z czerwca 1962 roku (źródło: zbiory Pracowni Historii Medycyny Górnego Śląska).
Wizyta w Kwesturze i egzamin po wykładzie
W tamtych latach nie było żadnego związku między szkołą średnią a uczelnią wyższą. Zdanie matury nie zwalniało z niczego. Maturzysta w maju zdawał maturę w swoim liceum, zaliczając część pisemną i ustną. Dwa miesiące później musiał przejść przez kolejny proces rekrutacyjny na wybranej uczelni wyższej.
W 1962 roku egzaminy wstępne na Śląskiej Akademii Medycznej rozpoczynały się w poniedziałek 2 lipca. Pierwszym krokiem kandydata była wcześniejsza wizyta w Kwesturze w celu uiszczenia opłat rekrutacyjnych. Były to: 4,50 zł opłaty manipulacyjnej oraz 9 złotych za każdy egzamin, zaś egzaminów było pięć: jeden pisemny i cztery ustne. Za ten egzaminowy swoisty maraton rodzina maturzysty musiała zapłacić łącznie blisko 50 zł.
Start w medycynę w cenie chleba i kina
W 1962 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło blisko 1700 zł, więc opłata stanowiła 3 procent przeciętnej ówczesnej pensji. Choć procentowo wydaje się to niewiele, w realiach lat 60. była to kwota niemała – stanowiła bowiem równowartość: albo 12 bochenków chleba, albo ponad 12 biletów do kina, bądź 9 wizyt u fryzjera męskiego. W okresie ówczesnych niedoborów podstawowych artykułów dla wielu rodzin był to wydatek odczuwalny.
Dopiero z papierowym potwierdzeniem wpłaty można było wejść na salę egzaminacyjną. Egzamin pisemny z biologii, zaplanowany na pierwszy dzień, miał nietypowy przebieg – poprzedzał go specjalny wykład wprowadzający. Dopiero po jego wysłuchaniu kandydaci przystępowali do pisania. W kolejnych dniach odbywały się egzaminy ustne z fizyki, chemii, zadeklarowanego w podaniu języka obcego oraz z wiedzy o Polsce i świecie współczesnym. Przesłuchania trwały równolegle w kilku salach wykładowych.
Indeks za roczną pracę w szpitalu
Najbardziej niecodzienne rozwiązanie zawierał przepis dotyczący osób, które pomyślnie zdały egzaminy, ale z powodu limitu miejsc nie znalazły się na liście przyjętych. Przepisy przewidywały, że grupa około 20 takich kandydatów otrzyma skierowanie na roczny staż pracy w szpitalach. Młodzież ta przez dwanaście miesięcy pracowała w placówkach jako personel pomocniczy. Warunkiem ostatecznego przyjęcia na studia w kolejnym roku akademickim było zaliczenie w tym czasie kolokwiów z biologii, fizyki i chemii.
W artykule zamieszczono też ponadczasowy apel do kandydatów na studia medyczne: „Studia, które obraliście są trudne i długotrwałe, dlatego na studia medyczne winni starać się tylko posiadający zamiłowanie, a nie pod wpływem sugestii rodziny czy też obiecywanie sobie wysokich zarobków po uzyskaniu dyplomu”.
Karolinka i „Święto Repetenta”
Osoby redagujące udzielały też adeptom medycyny żartobliwych przedegzaminacyjnych porad, które zostały wyrażone w rubryce „Wesoły Kramik” w postaci fraszek. Jedna z nich pt. „Egzamin wstępny” brzmiała:
To nie gra w Karolinkę
Musisz to zrozumieć.
Nie wystarczy mieć szczęście –
Trzeba jeszcze umieć.
(przyp. red.: „Karolinka” była bardzo popularną na Śląsku w latach 50. i 60. grą liczbową – odpowiednikiem dzisiejszego Totolotka).
Inna fraszka odnosząc się do toku studiów postulowała wprowadzenie nowego święta:
Wśród różnych świąt nawału
O tym nikt nie pamięta.
Że można by ustalić
Święto repetenta.
Redaktorzy „Śląskiego Medyka” zamieścili też inne – bardziej frywolne fraszki, których ze względu na ich charakter nie cytuje, ale dla zainteresowanych udostępniam w załączonym skanie .

Ten numer „Śląskiego Medyka” ilustruje, jak wymagająca i sformalizowana była droga na studia medyczne w latach 60. Choć dziś to pokolenie lekarzy przebywa już na zasłużonej emeryturze, warto pamiętać o podwójnej egzaminacyjnej weryfikacji, jaką musieli przejść na początku dorosłego życia. To właśnie oni, jako dzisiejsi osiemdziesięciolatkowie, przez dekady budowali fundamenty polskiej powojennej medycyny i naszego Uniwersytetu.
Notka źródłowa: Materiały prasowe pochodzą z oryginalnego numeru „Śląskiego Medyka” z czerwca 1962 roku. Cyfrowa kopia egzemplarza znajduje się w zasobach Pracowni Historii Medycyny Górnego Śląska Zakładu Antropologii Lekarskiej WNMK.
Autor: dr n. hum. Paweł Bojko
Pracownia Historii Medycyny Górnego Śląska
Zakład Antropologii Lekarskiej WNMK
Kontakt z Pracownią: Jeśli pamiętają Państwo swoje egzaminy wstępne na ŚAM, lub zachowały się u Państwa wezwania na egzamin, potwierdzenia opłat rekrutacyjnych lub indeksy z tamtych lat, serdecznie zapraszamy do kontaktu:
E-mail: pbojko@sum.edu.pl
Tel.: 32-20-88-601
Adres: ulica Medyków 4, 40-752 Katowice-Ligota