Tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego dla  lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, która uratowała zdrowie i życie tysięcy śląskich dzieci

Pani doktor Jolanta Wadowska-Król pracowała w małej przychodni w Katowicach- Szopienicach, gdy odkryła, że jej mali podopieczni źle się rozwijają, chorują zbyt często, mają problemy z normalnym chodzeniem, psują im się zęby. Szybko znalazła przyczynę i postanowiła działać. Pomagała jej w tym bardzo ofiarnie i też z narażeniem na problemy ze strony ówczesnych przełożonych twórczyni śląskiej pediatrii prof. Bożena Hager – Małecka. Okazało się, że dzieci chorują na śmiertelnie groźną ołowicę. Musiały być natychmiast leczone, a najlepiej przeprowadzić się daleko od szopienickiej huty- trucicielki. (rzeczywiście po czasie domy stojące najbliżej huty zburzono).
Główny ciężar badań dzieci i wizyt domowych spadł na dr Wadowską – Król oraz współpracującą z nią pielęgniarkę panią Wiesławę Wilczek. Obie badały dzieci w tajemnicy przed władzami, które nie przyjmowały do wiadomości, że socjalizm może mieć jakieś „wady”. Były to lata 70-te XX wieku…
- Wiedziałam, że nic mnie nie zatrzyma, żadna tama, bo miałam jeden cel – mówiła w czasie uroczystości (24 czerwca) laureatka zaszczytnego tytułu, który jak przyznał rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Ryszard Koziołek, jest spłatą długu z przeszłości.
Bo niestety za swoje działania dr Wadowska – Król zapłaciła karierą. Nie mogła obronić doktoratu, który otrzymał trzy negatywne recenzje. Są one anonimowe, z pieczątką „poufne”. Wykreślono z nich nawet miasta, z których pochodzili recenzenci. Wszystko po to, aby nikt nie dowiedział się o śmiertelnie groźnej ołowicy i autorach.
Niedawno, dzięki JM Rektorowi Śląskiego Uniwersytetu Medycznego prof. dr hab. n. med. Tomaszowi Szczepańskiemu (jednemu z recenzentów doktoratu dr Wadowskiej -Król) w archiwach SUM znaleziono materiały. Oceny recenzentów, pisane pod dyktando ówczesnej władzy, były dla autorki miażdżące. Za wszelką cenę starano się udowodnić, że jej praca nie ma naukowych podstaw, ani uzasadnienia.
- Postawa i heroizm pani doktor są dla nas wzorem. Jako pediatra, onkolog bardzo dobrze rozumiem jej konsekwencję i bezkompromisowość. Gdy walczymy o zdrowie dzieci wytaczamy wszystkie możliwe działa. Z wielką radością przyjąłem inicjatywę Uniwersytetu Śląskiego, by uhonorować panią doktor – ocenił prof. Tomasz Szczepański.
Promotor przewodu doktorskiego prof. Irena Lipowicz z UŚL. w swojej laudacji podkreśliła: - Pani doktor Wadowska-Król pokazała jak wiele może osiągnąć nawet jeden człowiek, działający w imieniu dobra i prawdy – stwierdziła Irena Lipowicz i dodała: - Jej bunt dla opresyjnej władzy był bardzo groźny. Swoim działaniem odwróciła los tysięcy dzieci.
Pani doktor Jolanta Wadowska – Król jest absolwentką Śląskiej Akademii Medycznej, dziś Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
- W imieniu całej społeczności akademickiej gratuluję i dziękuję. Dziś historia zatoczyła koło. Chociaż nie było Pani dane obronić doktoratu na naszej uczelni teraz otrzymuje Pani to należne, zaszczytne, honorowe wyróżnienie – powiedział, składając życzenia laureatce, JM Rektor prof. Tomasz Szczepański.
Drugi recenzent, reprezentujący SUM , prof. Grzegorz Opala, stwierdził: - Szła pani pod prąd. W jednym z wywiadów mówiła pani nawet: najwyżej mnie zamkną. Jakiż to kontrast z tymi postawami pełnymi lęku o karierę jakie wtedy dominowały. Zrobiła pani więcej niż lekarz. Dziękujemy!
- Nie byłam bohaterką, nie czuję się nią. Może dzisiaj, ale nie wiem, czy zasłużyłam – mówiła dr Wadowska – Król. Podziękowała swoim współpracownikom z czasu pracy w Szopienicach i obecnym recenzentom jej honorowego doktoratu. – Dziś moja mama i mąż byliby dumni widząc mnie w tym miejscu. Praca ta wiązała się z bardzo dużym ładunkiem emocjonalnym. Żeby się wyciszyć… zaczęłam haftować krzyżykami.

Na zdjęciu od lewej: JM Rektor SUM prof. Tomasz Szczepański, promotorka przewodu doktorskiego prof. Irena Lipowicz, dr Jolanta Wadowska – Król, JM Rektor UŚL Ryszard Koziołek.